Szukaj

O Hodowli

Zanim się poznamy, przybliżę Państwu krótką historię o Nas posługując się kilkoma pytaniami:

Co oznacza nazwa Hati Singa?
Skąd się wzięła pasja psami?
Dlaczego akurat rasa rhodesian ridgeback?
Dlaczego kocham zwierzęta?


Już wszystko opowiadam :D


Moja fascynacja zwierzakami nie była nabyta, lecz wrodzona. Urodziłam się po to, by kochać zwierzęta. By dać świadectwo, że to istoty, które też potrafią kochać i przywiązywać się do danej osoby, rodziny. Od dzieciństwa ciekawił mnie świat zwierząt i otaczającej ich aury magiczności oraz piękna. Moja kochana mama nigdy nie miała ze mną łatwo, byłam bowiem chłopczycą. Zawsze poobijane kolana, podarta sukienka i notoryczne skargi od nauczycieli. Ale ona zawsze wiedziała, że jest we mnie coś innego, intrygującego. Wiedziała, że kocham żywe istoty i chcę coś dla nich dobrego zrobić. Zawsze kiedy zbliżały się pory zim kupowałam słoninkę i ziarno dla ptaszków, puszki dla bezdomnych kotów i psiaków. Uratowałam kilka razy jeże, które przechodzą przez ruchliwą jezdnię, często niestety źle kończąc. Takie życie miałam kończąc podstawówkę i gimnazjum. Kiedy przyszła pora wybrać między liceum, technikum, a zawodówką, wybrałam technikum i to nie byle jakie, a weterynaryjne. I tak w wieku 15 lat wyjechałam do internatu, do Nysy, by 4 lata uczyć się wiedzy weterynaryjnej i przygotowywać się do dorosłego życia i studiów. Kiedy skończyłam technikum wiedziałam, że chcę zostać hodowcą i wybrałam kierunek zootechniki na studiach we Wrocławiu. Tak zaczęło się moje zainteresowanie i dążenie do celu, czyli stworzenia własnej hodowli.

W mojej rodzinie zwierzęta były od zawsze. Pieski i kotki to podstawa, ale były też świnki morskie, chomiki, hodowla papużek falistych i kanarków, króliki, kaczki oraz żółw wodny. Pamiętam, kiedy byłam mała mieliśmy suczkę ratlerka o imieniu Nuka, która zaszła w ciąże i urodziły się 3 szczenięta. Opiekowałam się nimi będąc szczęśliwym dzieckiem. Za wiele jednak nie pamiętam, ponieważ byłam bardzo mała. Mieliśmy też alaskana malamute, który był moim przyjacielem i stróżem rodziny. To od niego w sumie zaczęła się pasja wystawami, hodowlą i poznawaniem nowych ras psów. Moja mama wystawiała go z dużymi sukcesami. Zdobył wiele medali i wyróżnień. Stał się nawet reproduktorem o celujących wynikach. Ciągnął nas na sankach zimą, a latem na specjalnym rowerku. Niestety w wieku 13 lat odszedł za tęczowy most. Zawsze zostanie w mojej pamięci. Assan, bo tak się nazywał miał swoją koleżankę, Miśkę. Zaadoptowanego kundelka, który mieszka na działce i ma tam swój raj. Codziennie idziemy do Miśki i bawimy się z nią. Jest świetnym aporterem. Bardzo lubi łapać piłkę i przynosić ją swojemu panu. Na działce mamy również przygarniętą kotkę Kizię Mizię, która także miała swoje dzieci. Jedna kotka z miotu była tak śliczna i podobna do swojej mamusi, że zabraliśmy ją do domu i nazwaliśmy Plamką (ze względu na plamkę na nosie). Wracając do Assana, po jego odejściu rodzice nie chcieli nowego pieska. Było mi smutno i czułam, że brakuje mi przyjaciela. Czekałam prawie rok i w końcu ich przekonałam. Razem z mamą wybrałyśmy, że kupimy sunię i będziemy ją wystawiać, a ja zacznę karierę handlerki i hodowczyni. Nad rasą myślałyśmy bardzo długo. Były decyzje nad dogiem niemieckim, alaskanką, chartem ale w końcu nasze serca poddały się urokowi rhodesiana. Wystarczyło jedno zdjęcie, a wiedziałam, że to te psy odzwierciedlają mój charakter. Sportowy, ale zarazem lubiący poleniuchować, uparty i ciekawski świata. Tak, więc szukałyśmy z spośród wielu znanych hodowców, lecz niestety każdy, albo miał już zarezerwowaną suczkę, albo były wolne pieski. Mama powiedziała żebyśmy wzięły jednak pieska, lecz ja nalegałam na suczkę. Czułam że ona tam gdzieś na mnie czeka. Naszej przyszłej pupilce nadałam imię Kiara, z bajki „Król lew 2”, gdyż bardzo podoba mi się ta postać. W końcu stało się, znalazłam ją. Czekałam bardzo długo, aż dorośnie i będę mogła ją zabrać do nowego domku i nowej rodzinki. Byłam cały czas w kontakcie z hodowczynią, nawet odwiedziłam ją jak maluchy miały zaledwie parę tygodni. Kiedy nadszedł upragniony czas pojechałyśmy po Kiarusię. Była taka malutka i bezbronna. Przestraszona, że obcy ludzie chcą ją zabrać. W podróży powrotnej trzymałam ją na kolanach i głaskałam razem z bratem, by czuła się bezpiecznie. Pierwsze spotkanie w nowym domu było szokiem. Była czujna mimo swojego szczenięcego wieku. Plamka od razu podeszła do niej i zaczęła ją lizać po nosie bawiąc się, a nasze maleństwo po prostu usnęło. :)

Takie były początki dorastania naszej pupilki w nowym domku. Otoczona miłością i opieką naszej rodziny Kiara bardzo się przywiązała do nas. Razem z Kiarą dorastałyśmy, uczyłyśmy się o sobie. Razem przechodziłyśmy szkolenie PT1 (psa towarzyszącego) kończąc je wybitnym wynikiem. Tak jak Kiara uczyła się o świecie, tak ja uczyłam się o jej zachowaniach. Jesteśmy jak dwa magnesy, ja idę ona też, ja wstaje ona też. Najgorzej jest, kiedy wyjeżdżam na studia, wtedy smutna ale cierpliwa czeka na mój powrót, by znów razem ze sobą być i cieszyć się chwilą zabaw.

Obecnie do naszej rodzinki dołączyła córka Kiary, ARIA Hati Singa- domowo Ari, która jest psem podróżnikiem. :) Podróżujemy pociągami na studia. Mieszkamy razem z innymi osobami oraz zwierzakami. Jesteśmy bardzo zżyte ze sobą. Przebywamy prawie 24 na dobę razem. Chodzimy na wspaniałe długie spacery razem z innymi naszymi kumplami "psiarzami". Aria mimo, że to ta sama rasa jest całkiem inna niż Kiara, jej mama. Ale więcej na ten temat w dziale nasze psy.

Odpowiadając jeszcze na pytanie dlaczego nazwa Hati Singa.

Długo się zastanawiałam nad nazwa przydomka hodowlanego. Postanowiłam tak nazwać hodowlę aby mówiła jednocześnie o miłości, odwadze, i poświeceniu. Nazwa Hati Singa oznacza po malajsku serce lwa. Nasza Kiara jest jak lew, czujna, stróżująca ale zarazem kochająca i oddana. Jest to połączenie delikatności i agresywności lwicy.

A, że Kiara jest naszą matką, założycielką hodowli postanowiłam, że hodowla będzie opierała się o nią. :)

 

 My: Agata, Kiara i Aria :D

 

"I jak tu nie kochać psa'

I jak tu nie kochać psa kiedy już do domu wracasz,
pies cię wokół obskakuje, i ogonem caluteńkim swoją miłość wypisuje.
I jak tu nie kochać psa, gdy pies taki ogon ma?
Kiedy smutno ci na duszy, twój pies mordą trąca cię,
łeb na kolana ci kładzie, jakby mówił: nie martw się.
I jak tu nie kochać psa, gdy pies taką mordę ma?
Kiedy nie chce ci się ruszyć, on ma taki smutny wzrok,
że chcą nie chcąc, po smycz sięgasz i ku drzwiom kierujesz krok.
I jak tu nie kochać psa, gdy pies takie oczy ma?
Kiedy myślisz, że dokoła nikt pokochać nie chce cię, spójrz na niego.
To dla ciebie mocno bije psie serce.
I jak tu nie kochać psa, gdy pies takie serce ma?

Barbara Borzymowska